fbpx Free Porn





manotobet

takbet
betcart




betboro

megapari
mahbet
betforward


1xbet
teen sex
porn
djav
best porn 2025
porn 2026
brunette banged
Ankara Escort
Strona głównaArchiwumTo było powstanie pod dwiema flagami... Wspominamy powstanie w getcie warszawskim

To było powstanie pod dwiema flagami… Wspominamy powstanie w getcie warszawskim

-

Żółte żonkile są dziś symbolem rocznicy powstania w gettcie warszawskim. 19 kwietnia 1943 roku o godz. 6.00 wkraczające do getta oddziały niemieckie przywitał ogień powstańców. Zaskoczeni Niemcy musieli się wycofać po przegraniu pierwszych walk z oddziałami Żydowskiej Organizacji Bojowej i żydowskiego Związku Walki. Wobec niespodziewanego dla Niemców silnego zbrojnego oporu, dowództwo akcji likwidacji getta zostało powierzone doświadczonemu Jurgenowi Stropowi (znanemu z książki „Rozmowy z katem” Kazimierza Moczarskiego).

Już następnego dnia, po przegrupowaniu sił niemieckich, doszło do wznowienia walk, które okazały się dla Niemców niezwykle zażarte. Wkrótce też podczas jednej z głównych bitew (na Placu Muranowskim) żołnierze niemieccy oraz ukraińskie i łotewskie jednostki kolaboranckie (a także mieszkańcy Warszawy), zobaczyli wywieszone przez powstańców dwie łopoczące flagi: biało-niebieską syjonistyczną oraz biało-czerwony sztandar Rzeczypospolitej. Widok polskiej i syjonistycznej flagi rozsierdził Niemców, którzy wkrótce przypuścili kolejne natarcie, by jak najszybciej zerwać ten niecodzienny symbol braterstwa broni. Niemniej wydarzenie to zostało odnotowane także w podziemnych gazetach. Po „aryjskiej” stronie Warszawy flaga była bowiem doskonale widoczna.

Fakt walki części żydowskich powstańców, dokładniej – z Żydowskiego Związku Wojskowego, pod flagą polską i syjonistyczną, przez wiele lat był mało znany szerszej opinii publicznej. Złożyło się na to wiele czynników, o których w dalszej części artykułu.

Walki na Placu Muranowskim przyczyniły się także do postawienia przez wielu historyków i badaczy kolejnego pytania : Dlaczego powstańcy w getcie warszawskim poczuwali się do walki na śmierć i życie pod sztandarami Polski i (jak się okazało) przyszłej flagi narodowej Izraela?

Powstanie w gettcie warszawskim było tak na prawdę pierwszą dużą akcją zbrojną w okupowanej Polsce, jak również pierwszym miejskim powstaniem w podbitej przez III Rzeszę Europie.

Niemal rok wcześniej, w marcu 1942 r. z „nieludzkiej ziemi” wyszła armia generała Władysława Andersa, gdzie wśród 70-tysięcznej rzeszy żołnierzy i wynędzniałych cywili znalazła się także (na skutek osobistej interwencji Andersa) grupa około 4 tys. polskich Żydów.

Kilka miesięcy później, w listopadzie 1942 r., na monumencie potęgi III Rzeszy pojawiły się pierwsze wyraźne rysy – Niemcy poniosły sromotną klęskę pod Stalingradem. Jednak Europa nadal tkwiła w stalowym uścisku okupanta spod znaku hakenkreuza, a kominy krematoriów Auschwitz-Birkenau, Majdanka czy Treblinki nadal systematycznie dymiły.

Dosłownie kilka dni przed wybuchem powstania w gettcie warszawskim w kwietniu 1943 r. cały świat dowiedział się o istnieniu pewnej miejscowości na terenie ZSRR. Tą miejscowością był Katyń. Wśród 22 tysięcy zamordowanych na rozkaz Stalina polskich oficerów byli także polscy Żydzi służący w Wojsku Polskim.

Czy powstańcy w getcie warszawskim wywieszający obok flagi syjonistycznej, flagę biało-czerwoną, zdążyli usłyszeć o Katyniu i czy zdawali sobie sprawę, że wśród przedwojennej kadry oficerskiej ok. 5% stanowili polscy Żydzi? W tamtym momencie z pewnością nikt się nad tym specjalnie nie zastanawiał, ale śmiało można domniemywać – z pewnością TAK. Wystarczy bowiem wspomnieć, że Żydowski Związek Wojskowy został założony przez… byłych oficerów i podoficerów Wojska Polskiego narodowości żydowskiej. Zgoła inny nurt reprezentowali „bojowcy” Żydowskiej Organizacji Bojowej, ale o tym za chwilę…

Okazuje się, że na terenach przedwojennej Polski było ok. 90% wszystkich gett, jakie powstały na terenie okupowanej Europy. Utworzenie getta było jedynie pierwszym etapem zaplanowanej i przeprowadzanej z morderczą precyzją akcji eksterminacji Żydów. Tak też było w przypadku getta warszawskiego – była to otoczona murem, wydzielona przez Niemców nowa dzielnica Warszawy położona w północno-zachodniej części centralnej stolicy Polski. Budowę muru okalającego getto rozpoczęto 1 kwietnia 1940 roku. Rok później zatłoczone warszawskie getto, do którego zwożono także Żydów m.in. z getta w Łodzi, a nawet z innych krajów europejskich, liczyło już ok. 460 tys. ludzi.

Niesamowita ciasnota, fatalne warunki sanitarne i niedobór żywności to tylko niektóre z etapów planowanej zagłady. Dość wspomnieć, że w ciągu 8 miesięcy (między listopadem 1941 r., a lipcem 1942 roku) w gettcie zmarło ok. 100 tys. osób. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że postawa Żydów w getcie (czy też szerzej – w gettach) cechowała postawa owiec prowadzonych na rzeź. Nic bardziej mylnego.

Tak się wydawało. Jak się wkrótce okazało, nie wszyscy mieszkańcy warszawskiego getta patrzyli na zabójczo systematyczny plan Niemców z założonymi rękami.

W lipcu 1942 r. na terenie warszawskiego getta założona została Żydowska Organizacja Bojowa. Gruszek w popiele nie zasypiał też Żydowski Związek Wojskowy założony w Warszawie już w listopadzie 1942 roku. Próby połączenia obu organizacji zakończyły się fiaskiem. Prawicowy Żydowski Związek Wojskowy nie chciał się podporządkować większemu ŻOB-owi. Zarówno ŻOB, jak i ŻZW próbowały nawiązać kontakt z podziemiem polskim po stronie „aryjskiej”, w celu współpracy konspiracyjnej i wojskowej. Armii Krajowej o wiele bliżej było do prawicowej ŻZW niż do ŻOB-u, która nie ukrywała sympatii komunistycznych. Stąd też niechęć Grota-Roweckiego do Żydowskiej Organizacji Bojowej, którą nazywał bandą komunistów. Zupełnie inaczej rzecz się miała z ŻZW, której ZWZ dostarczał broń a instruktorzy szkolili członków żydowskiej organizacji walki w mieście.

19 kwietnia o godz. 6 rano Niemcy i jednostki kolaboranckie (ukraińskie i łotewskie) wkroczyły na teren getta z dwóch stron – przez bramę na ul. Nalewki oraz przez bramę na skrzyżowaniu Gęsiej i Zamenhoffa. Siła ognia i determinacja obrońców była wielkim zaskoczeniem do tego stopnia, że Niemcy, ponosząc znaczne straty w ludziach i sprzęcie (m.in. zniszczone dwa wozy opancerzone), musieli wycofać się z getta.

Od 20 kwietnia Niemcy zaczęli stosować stary wypróbowany sposób rodem z Państwa Krzyżackiego – metoda spalonej ziemi wyrywając obszar zajmowany przez powstańców kamienica po kamienicy. Rzeczywiste siły powstańców sięgały 1500 bojowców, którzy przeciwko uzbrojonym po zęby Niemcom braki w uzbrojeniu rekompensowali sprytem i zaciętością.

Obrońców getta od pierwszych dni wspierało polskie podziemie, zarówno Armia Krajowa, jak i Gwardia Ludowa. AK kilkukrotnie podejmowała nieudane akcje wysadzenia muru getta, ponosząc duże straty z powodu silnych oddziałów niemieckich rozlokowanych wokół getta.

Od 23 kwietnia KEDYW zmienił taktykę, ustawicznie atakując niemieckie posterunki wokół getta. 5 maja o wszelką możliwą pomoc walczącym powstańcom zaapelował przez radio BBC gen. W. Sikorski. Taka pomoc rzeczywiście była przez cały czas powstania udzielana. Polskie podziemie dostarczało tunelami i kanałami broń i amunicję walczącym bojowcom żydowskim, a pod koniec powstania Polacy pomagali ukrywać się powstańcom na terenie Warszawy.

Warto w tym momencie wspomnieć także o Żegocie – Radzie Pomocy Żydom przy Delegaturze Rządu RP na Kraj, czyli polskiej humanitarnej organizacji podziemnej działającego jako organ polskiego rządu na uchodźstwie. Pomoc Żegoty w 90% finansowana ze skarbu państwa, objęła kilkadziesiąt tysięcy Żydów, pomagając im przetrwać zarówno w getcie, jak i po „aryjskiej” stronie.

W walkach z Niemcami zginęło praktycznie całe dowództwo Żydowskiego Związku Wojskowego. 8 maja Niemcy odkryli także bunkier Żydowskiej Organizacji Bojowej, w którym znajdował się dowódca powstania Mordechaj Anielewicz. Nie chcąc się poddać Niemcom, większość obrońców bunkra (ok. 120 osób) wraz ze swoim dowódcą popełniła samobójstwo. Poszczególne punkty oporu i kryjówki Niemcy likwidowali do połowy maja. 16 maja Jurgen Stroop zapisał w swoim raporcie: „Była żydowska dzielnica przestała istnieć”. Choć niemiecki dowódca swój tryumf przypieczętował rozkazem wysadzenia Wielkiej Synagogi, to sporadyczne walki trwały na terenie getta do czerwca 1943 r.

Tylko niewielkim grupom powstańców i cywili udało się przedostać za mur getta (część z nich brała potem udział w powstaniu warszawskim). Kilka tysięcy Żydów zginęła w walce lub w masowych egzekucjach; kilkadziesiąt tysięcy zostało wywiezionych do obozów koncentracyjnych. Z rozkazu Hitlera cały teren getta został zrównany z ziemią.

13 maja 1943 r w Londynie, w geście protestu przeciwko obojętności świata wobec wydarzeń w Warszawie, samobójstwo popełnił polityk Bundu Szmul Zygielbojm.

Mosze Arens, zmarły w zeszłym roku były minister spraw zagranicznych i obrony Izraela, w jednej ze swoich wypowiedzi tak podsumował pomoc polskiego podziemia dla powstania w gettcie warszawskim: „W rzeczy samej Polacy byli jedynymi, którzy dostarczyli jakiejś pomocy powstańcom w warszawskim getcie. Alianci, USA, Wielka Brytania i Związek Radziecki po prostu zignorowali powstanie w getcie warszawskim”.

Po wojnie pamięć o powstaniu w getcie warszawskim przekazywana była głównie przez zastępcę Mordechaja Anielewicza – Antka Cukiermana i Cywię Lubetkin. Oboje po przyjeździe do Palestyny w 1946 r. aktywnie uczestniczyli w życiu politycznym, wpisując się w “wojnę” o rząd dusz w Izraelu pomiędzy lewackim Dawidem Ben Gurionem, a prawicowym Mieczysławem Biegunem, czyli Menachenem Beginem, który na Bliski Wschód trafił razem z armią Andersa.

Cukierman i Lubetkin udzielali w Izraelu licznych wywiadów, opowiadając historię powstania w getcie warszawskim widzianą ich oczami. Ta implementacja i 30-letnie rządy socjalistów w Izraelu przyniosły skutek. Dzisiaj wiele miast w Izraelu ma ulice Mordechaja Anielewicza, natomiast o przywódcy ŻZW Pawle Franklu praktycznie nikt nie słyszał. Podobnie jest i w naszym kraju. Członkiem lewicowego ŻOB-u, który przeżył powstanie i pozostał w Polsce, był znany i popularny Marek Edelman. Siłą rzeczy w narracji członków ŻOB-u rola prawicowego ŻZW była wręcz marginalizowana. Nie bez znaczenia jest też fakt, że w okresie powojennym opowieść o lewicowych bojowcach ŻOB-u była na rękę władzom PRL. O bojowcach ŻZW i dwóch powiewających flagach nie mówiło się praktycznie nic. Było to o tyle łatwe, że o udziale w powstaniu Żydowskiego Związku Wojskowego de facto nie miał kto opowiadać. Wszyscy jego przywódcy zginęli w walce.

Pamięć o powstańcach ŻZW postanowił przywrócić Mosze Arens w książce „Flagi nad gettem. Rzecz o Powstaniu w Getcie Warszawskim”. W wywiadzie udzielonym P. Zychowiczowi w 2011 r. Arens mówił o tym, iż członkowie ŻZW brali przykład z Józefa Piłsudskiego, POW i ze straceńczej walki Polaków o honor, która pozornie bardzo często beznadziejna w ogólnym rozrachunku, okazuje się być zwycięstwem moralnym i powodem do dumy.

Natomiast podczas niedawnego sporu z Izraelem o ustawę IPN w kontekście stosunków polsko-izraelskich Arens podsumował: „Obwinianie Polski o holokaust jest niesprawiedliwe. Istnieje różnica między Polską a innymi krajami, które znalazły się pod niemiecką okupacją”.

Na koniec jedna rzecz gwoli zastanowienia. Oglądając dzisiaj, 19 kwietnia 2020 roku, w dobie pandemii (na szklanym ekranie oczywiście) ludzi z żółtym żonkilem w klapie (a czasami i w żółtej maseczce), chcących uczcić pamięć o powstaniu w getcie warszawskim, zastanawia, jak blisko i jak daleko jest do tego, by tym symbolem obok (a może zamiast?) żółtych żonkili, mogłyby się stać dwie flagi: biało-niebieska i biało-czerwona.

Kategorie

Najnowsze

Najczęściej czytane

Zobacz również